dd
Inspirujące Kobiety Sukcesu Oferta Custom Publishing/Public Relations
Magazyn Okazje w sklepie PrezesKa!
Nasza pościel budzi uśmiech na twarzach i miłe wspomnienia – mówi Gosia Dziembaj, współwłaścicielka marki FOONKA.

Pomysł wydawał się dość szalony – pościel przypominająca… stóg siana? A jednak jej pomysłodawcy, Gosia i Marcin Dziembaj nie wahali się. Zaryzykowali, a dziś ich marka FOONKA i nietypowy design produktów podbijają rynki zagraniczne.

Beata Rayzacher: Pościel Hayka po raz pierwszy pojawiła się na wystawie konkursowej w 2013 r., we Wrocławiu. Zanim to się jednak stało – skąd pomysł, aby projektować i sprzedawać pościelą i inne produkty wyposażenia wnętrz z tak oryginalnym wzorem? Flagową pościel nazywacie Państwo „prywatnym stogiem domowego użytku”…

Gosia Dziembaj: Można powiedzieć, że to… pościel zadecydowała za nas. Początkowo był to projekt wzorniczy, który wysłaliśmy na konkurs. Odbiór słomianej pościeli przez odwiedzających był tak pozytywny, że z miejsca postanowiliśmy zająć się tym produktem, tak żeby nie został w fazie prototypu. Okazja do tego nadarzyła się od razu po zakończeniu festiwalu we Wrocławiu. Ewa Solarz, kurator wystawy „Las i Łąka” zaprosiła naszą pościel do wzięcia udziału w wystawie polskiego designu, prezentowanej podczas Design Trade Copenhagen. Nie było mowy, żeby pokazać tam jedynie prototyp, więc rozpoczął się wyścig z czasem, żeby zdążyć z produkcją docelowej bawełnianej pościeli. W tamtym czasie o tekstyliach mieliśmy bardzo podstawową wiedzę i zero kontaktów, co bardzo utrudniało opracowanie procesu produkcyjnego. Udało się w ostatnim momencie i pościel, którą pokazaliśmy w Kopenhadze była już pięknie zadrukowaną bawełną o wzorze siana i słomy. Klienci sami dopytywali, gdzie pościel można kupić, więc krok po kroku od jednego pomysłu powstała cała firma, nowe wzory, nowe produkty.

Beata Rayzacher: Wspólnie z mężem Marcinem – zanim powstała HAYKA, a potem marka FOONKA – byliście i nadal jesteście Państwo właścicielami studia projektowego Dizeno, które także odnosi międzynarodowe sukcesy. Nie mieliście Państwo obaw, że prowadząc dwie marki – jedna może na tym ucierpieć? Czy wręcz przeciwnie – podzieliliście się pracą i wyzwaniami?

Marcin Dziembaj: Wszystko zaczęło się od Dizeno i marzenia o własnym studio projektowym. Początkowo nie widzieliśmy problemu w prowadzeniu dwóch równoległych działalności i wszystko sprawdzało się znakomicie, do czasu, gdy Hayka, a teraz już Foonka były w początkowej fazie rozwoju. W tym momencie niestety Dizeno zeszło na drugi plan, a cały nasz czas poświęcamy na rozwój marki produkującej pościele. Oczywiście sami projektujemy nowe wzory oraz wszystkie materiały promocyjne, jednak czasu na całkiem nowe projekty wzornicze zostaje bardzo mało. Wszystkie nasze moce skupiamy aktualnie na Foonce.

Beata Rayzacher: Całość produkcji pościeli i innych produktów odbywa się w szwalni w Polsce, z najwyższej jakości tkanin – czy taki zamysł państwa marki był założeniem od początku? W zalewie produktów z Azji – pomysł dość odważny, ponieważ, przynajmniej teoretycznie od strony nakładów finansowych, droższy…

Gosia Dziembaj: Nasze produkty są w 100% wyprodukowane w Polsce i zawsze to podkreślamy. Taki zamysł był od początku. Zależało nam na wysokiej jakości zarówno tkaniny i zadruku, dlatego zrobiliśmy wszystko, żeby proces produkcyjny opierał się wyłącznie o firmy z Polski. Dzięki temu mamy na bieżąco wgląd w jakość naszych produktów, możemy pojechać do drukarni i wspólnie z technologami popracować nad kolorystyką wydruku i wykończeniem tkaniny. Szwalnia z którą współpracujemy mieści się w tym samym budynku w którym mamy siedzibę. Jest to zakład pracy chronionej przy spółdzielni inwalidów. Wszystkie nasze szwaczki znamy osobiście. Nie są to anonimowe osoby, których nigdy nie widzieliśmy na oczy i nie wiemy w jakich warunkach pracują, jak to często bywa w przypadku produkcji tekstyliów. Produkcja w Polsce ma jeszcze jedną, bardzo ważną zaletę. Transport naszych tkanin odbywa się po najktrószej możliwej trasie, dzięki czemu dbamy o środowisko i o jak najmniejszą emisję CO2. Tkalnia oraz drukarnia znajdują się w Łodzi, szwalnia oraz magazyn w Szczecinie. Cały transport tkaniny w procesie produkcyjnym to trasa Łódź – Szczecin.

Beata Rayzacher: Jak wyglądały poszukiwania zarówno szwalni, jak i materiałów?

Gosia Dziembaj: Były to trzy miesiące ciężkiej pracy i stresu. Tak jak wspomniałam, mieliśmy bardzo mgliste pojęcie o tekstyliach w owym czasie i wszystkiego trzeba było uczyć się na bieżąco. Wszędzie, gdzie dzwoniliśmy, mówiono nam, że takiej technologii druku na bawełnie jeszcze w Polsce nie ma i musimy szukać producenta za granicą. W ostatnim momencie okazało się, że jest jedna firma w Łodzi, która dopiero co zainwestowała w park maszynowy i ma opcję druku na jakim nam zależało. Z firmą tą współpracujemy do tej pory. Gdy już rozwiązaliśmy największy problem, czyli zadruk, z samą tkaniną i szwalnią poszło znacznie łatwiej.

Beata Rayzacher: Wprowadzając na rynek markę HAYKA – co panią najbardziej zaskoczyło na starcie? Firma rozwija się w szybkim tempie – czy dziś widzi Pani błędy, jakie popełniliście na początku działalności?

Gosia Dziembaj: W mojej opinii my wciąż jesteśmy na starcie 🙂 Co mnie jednak zaskoczyło? Na pewno bardzo szybki rozwój firmy. Najważniejsza lekcja to, że nie warto za długo czekać z zatrudnieniem pracowników. Był taki moment, gdy cały czas robiliśmy wszystko sami, zamówień było coraz więcej, a doba, niestety, miała niezmiennie jedynie 24 godziny. Zajmowaliśmy się absolutnie wszystkim, od sprzedaży, produkcji, marketingu, promocji, PR’u, wyjazdów na targi, na pakowaniu i wysyłce kończąc. Byłam na skraju wyczerpania, a jednak wciąż w głowie pojawiała się blokada, że przecież nikt nie zrobi tego tak dobrze jak ja. Teraz już wiem, jak krótkowzroczne jest to myślenie i dobry zespół to absolutna podstawa. Zanim jednak się tego nauczyłam, minęło trochę czasu.

Beata Rayzacher: Pan Gosiu, czy trudno było zaskarbić sobie zaufanie klientów? Jak wyglądała reklama i marketing Państwa produktów?

Gosia Dziembaj: Nasza pościel to bardzo specyficzny produkt, który zwraca na siebie uwagę. Gdziekolwiek się nie pojawi, czy to na wystawie, czy na targach pościel z nadrukiem słomy przyciąga wzrok odwiedzających i z miejsca zostaje zapamiętana. To znacznie ułatwia proces budowania marki 🙂 Jeżeli chodzi o zaufanie, tu już trzeba się napracować. Od początku stawiamy na wysoką jakość zarówno zadruku, jak i tkaniny. Profesjonalna obsługa klienta i możliwość zamówienia indywidualnie szytych produktów, wszystko to sprawia, że klienci chętnie do nas wracają i kupują kolejne produkty. Jeżeli zdarzy się jakikolwiek problem z jakością, czy dostawą, zawsze robimy wszystko, żeby szybko naprawić sytuację. Czasami nasza pościel wręczana jest jako prezent I okazuje się, że rozmiar jest źle dobrany, lub wzór mógłby być inny. Nigdy nie robimy problemu przy wymianie i klienci to doceniają.

Beata Rayzacher: Jesteście Państwo obecni z sukcesami na rynkach zagranicznych – czy trudno było wyjść z produktem poza granice Polski? Jak to Państwu się udało? Co najbardziej fascynuje odbiorców zagranicznych w Państwa produktach?

Marcin Dziembaj: Największą trudnością, jeżeli chodzi o rynki zagraniczne, jest dostosowanie rozmiarówki do obowiązujących standardów. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że praktycznie każdy europejski kraj ma inne rozmiary pościeli. I tak na przykład w Polsce poszewki na poduszki to 70×80 cm lub 50×60 cm, Niemczech 80×80 cm, Austrii 70×90 cm, a w Danii 60×70 cm. Z poszwami na kołdry jest bardzo podobnie. Żeby więc wejść na nowy rynek musimy zainwestować odpowiednie środki w zatowarowanie magazynu, żeby klienci nie musieli czekać tygodniami na uszycie odpowiedniego rozmiaru na dany kraj. Sam proces wejścia na rynki zagraniczne nie był skomplikowany. Na pewno pomogły nam w tym wystawy i targi w których braliśmy udział. Bez względu na to w jakim kraju pokazywaliśmy nasze produkty, reakcja na nie zawsze byla taka sama. Zaskoczenie, uśmiech, zainteresowanie. Myślę, że spanie w stogu siana, czy słomy jest na tyle uniwersalne, że każdemu bez względu na narodowość, kojarzy się z tym samym. Beztroską, latem, dzieciństwem I mnóstwem wolnego czasu. We współczesnym, zabieganym świecie są to rzeczy za którymi tęsknimy najbardziej I to właśnie dzięki emocjom, które wyzwalają te wspomnienia nasze produkty są tak dobrze odbierane pod każdą szerokością geograficzną.

Beata Rayzacher: Wprowadzenie własnej marki zmusza to podwójnej czujności. W 2017 r. stanęliście państwo przed koniecznością rebrandingu i zmiany nazwy w związku z roszczeniami duńskiej firmy HAY. Nie planowaliście Państwo walki? Bo jednak nazwę mieliście trochę inną, a nie będącą kalką. Z drugiej jednak strony – skoro gigant z Danii „obawia się” się małej firmy z Polski to chyba tylko powód do dumy.

Marcin Dziembaj: Pod tym względem rok 2017 był dla nas bardzo trudny. Hayka towarzyszyła nam od samego początku, dlatego w momencie, gdy przedstawiciele marki HAY zwrócili się do nas z pismem, byliśmy przekonani, że to nic takiego. Tak jak Pani mówi, przecież nazwy nie są identyczne, więc nie ma się czym martwić. Prawnicy do których się zwróciliśmy szybko wyprowadzili nas z błędu. Mieliśmy dwie opcje: negocjować i doprowadzić do ugody lub iść w spór i walczyć o nazwę do końca z dużą szansą przegranej. Na szczęście do etapu procesu sądowego nie doszło i wszystko zakończyło się na ugodzie. Udało się nam zarejestrować nazwę Hayka w ograniczonym zakresie i pod warunkiem, że główna nazwa marki zostanie całkowicie zmieniona. Dzięki temu oni nie muszą się już martwić tym, że nazwy naszych brandów są myląco podobne, a my możemy nadal używać słowa Hayka jako nazwy kolekcji pościeli.

Beata Rayzacher: Hayka zostaje z Państwem jako zastrzeżony znak towarowy i marka, pod którą występują Państwa kultowe, naturalne wzory pościeli. Metka Hayka jest na poszwach na kołdry, poszewkach na poduszki, prześcieradłach i narzutach. Jednak marka dziś nazywa się FOONKA.  Co było najtrudniejsze jeśli chodzi o rebranding?

Gosia Dziembaj: Wymyślenie nowej nazwy 🙂 Jeszcze zanim doszło do ugody zaczęliśmy zastanawiać się, co będzie w momencie, gdy jednak zostaniemy zmuszeni do zmiany nazwy. I kompletnie nic nam się nie podobało, a pomysłów było mnóstwo. Jak już trafiło się coś fajnego, wystarczyła chwila, żeby okazało się, że istnieje już kilka firm pod tą nazwą, a wszystkie domeny w sieci są już wykupione. Historia z Foonką jest dosyć ciekawa. Na zaproszenie jednego z naszych kontrahentów pojechaliśmy z Marcinem na spotkanie w Chojnicach. Kto zna te okolice, wie jak piękne są tam jeziora i lasy. To właśnie tam natknęliśmy się na nazwę Funka. Jest to mała miejscowość położona nad jeziorem Charzykowskim. To słowo od razu wpadło nam w ucho i po raz pierwszy obydwoje zareagowaliśmy z entuzjazmem na to jak brzmi. Oczywiście po chwili okazało się, że “funka” to również słowo w języku szwedzkim, która oznacza “odrobić” I kilka firm z tamtego rynku również uznało słowo funka za dobrą nazwę dla firmy. Odpuściliśmy więc ten kierunek I szukaliśmy dalej, jednak samo brzmienie tego słowa podobało nam się na tyle, że po jakimś czasie wróciliśmy do tego pomysłu. Tak Funka przekształciła się w Foonka 🙂

Beata Rayzacher: Jakie wyzwanie stoją przed marką FOONKA? Czym wkrótce zaskoczycie Państwo klientów?

Gosia Dziembaj: Na pewno nowymi wzorami pościeli z kolekcji Hayka. Pracujemy również nad rozwojem aplikacji mobilnej, która do tej pory działała jedynie ze wzorami słoma i siano. Już niedługo na każdym wzorze z kolekcji Hayka będzie można zobaczyć dodatkowe rzeczy, dzięki technologii rzeczywistości rozszerzonej. Równolegle będziemy rozwijać kolekcję pościeli ilustrowanych, do której chcemy zapraszać różnych artystów, zarówno polskich jak i zagranicznych. Będziemy systematycznie rozszerzać naszą ofertę o tekstylia i akcesoria. Być może w niedalekiej przyszłości pojawią się również małe meble. Wiemy w jakim kierunku chcemy zmierzać z rozwojem marki Foonka, jednak nie mamy zamiaru nic na siłę przyspieszać. Wracając jednak do wyzwań, można powiedzieć, że 2018 będzie dla nas rokiem azjatyckim. Jako jedyna firma z Polski zostaliśmy zaproszeni przez Komisję Europejską do wzięcia udziału w misji biznesowej do Korei Południowej. Cały wyjazd był bardzo dobrze i szczegółowo zaplanowany, dzięki czemu przez tydzień pobytu w Seulu mieliśmy okazję spotkać firmy zainteresowane dystrybucją naszych produktów na tamtejszym rynku. Jest to dla nas niezwykła szansa otwarcia na rynek, który ze względu na różnice kulturowe, język i odległość w normalnych warunkach byłby dla nas ciężko dostępny jeszcze przez kilka lat. Mamy więc nadzieję, że jak w Europie, tak i w Azji nasze produkty zostaną dostrzeżone przez klientów ceniących ciekawy design i wysoką jakość produktów.

Więcej na: https://foonka.store

Fot. Marta Machej, Piotr Miazga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *