dd
Inspirujące Kobiety Sukcesu Oferta Custom Publishing/Public Relations
Magazyn Okazje w sklepie PrezesKa!
W biznesie nastaje era kobiet – podkreśla w wywiadzie Anna Jurksztowicz, gwiazda polskiej sceny muzycznej i jednocześnie businesswoman, wydawca i producent muzyczny

W biznesie nastaje era kobiet. Nasz wdzięk, powab i elegancja to ogromne atuty – podkreśla Anna Jurksztowicz, gwiazda polskiej sceny muzycznej i jednocześnie businesswoman, będąca wydawcą i producentem muzycznym. Z gwiazdą rozmawiamy o pracy w twardym show-biznesie, jodze będącej świetnym remedium na stres oraz… pysznej kuchni.

Beata Rayzacher: Pani Aniu, od wielu lat jest Pani obecna w branży muzycznej. Ale nie tylko estrada i studio nagrań to Pani żywioł jest Pani także wydawcą i producentem muzycznym. Jak radzi sobie Pani w twardym świecie show-biznesu? Kobieta jest w stanie stanąć w tej branży w szranki z mężczyznami?

Anna Jurksztowicz: Ingrid Bergman kiedyś pięknie powiedziała: „Sukces to dostawanie tego, czego się pragnie; szczęście jest pragnieniem tego, co masz”. Nic dodać, ująć tym bardziej. W biznesie podobnie jak w sztuce płeć przestaje mieć znaczenie. Zresztą biznes niebawem będzie dziedziną sztuki. Teraz nie zarabia się przecież pracowitością tylko konceptem. Nastaje też era kobiet, mężczyźni stają się niemęscy i nie mają już monopolu na znoszenie łupów do domu. Kobiecy wdzięk, powab i elegancja jest bardzo poważnym atutem w show-biznesie.

BR: Jakie wypracowane umiejętności pomagają Pani na co dzień w pracy zarówno wydawcy, jak i piosenkarki? Dzisiejszy rynek nie należy do najłatwiejszych…

AJ: Nie ma uniwersalnych umiejętności oprócz racjonalnego myślenia. Jednakże wypracowałam sobie umiejętność obserwacji i wglądu w rzeczywistość. Jak posiada się dużo przesłanek wynikających z eksploracji rzeczywistości to można stworzyć jakiś „algorytm” lub chociażby pomysł. Rzeczywistość jest nie tylko fizyczna, ale i wirtualna. Wirtualność oparta jest na algorytmach, rzeczywistość zresztą też, tyle, że te algorytmy nazywamy zasadami, tradycjami, regułami lub prawem. Zdaję sobie sprawy i mam świadomość tego, co się dzieje poza mną i jaki to ma wpływ na mnie. Nie tylko jako producentkę czy piosenkarkę. A rynek nigdy nie był łatwy. Ciągle się zmienia. Staram się nie być sentymentalna i nie zaczynać dnia od westchnień typu „kiedyś to było tak czy siak”.

BR: Nie ukrywa Pani swojej fascynacji jogą – czy joga może być receptą na stres, w jakim żyją współczesne kobiety spełniające się zawodowo? W czym joga może nam pomóc i dlaczego? W czym Pani pomaga?

AJ: Joga jest jak najbardziej naturalną metodą radzenia sobie ze stresem. Zweryfikowaną przez tysiąclecia. Joga przywraca mnie sobie samej, przywraca mi świadomość, o której wspominałam. Porządkuje emocje, redukuje lęki i obawy, uspokaja. Doprowadza człowieka in statu nascendi – do stanu powstania, do początku. Joga to nie tylko gimnastyka i zestaw ćwiczeń rozciągających, ale podobnie jak śpiewanie – uszczęśliwia człowieka, gdyż angażuje oddech i dotlenia.

BR: Jesienią ubiegłego roku pojawił się Pani album – „O miłości, ptakach i złych chłopakach”. Płyta jest bardzo kobieca, historie skupione są wokół spraw damsko-męskich. To płyta wyjątkowa.

AJ: Rzeczywiście płyta jest bardzo kobieca, chociaż pracowałam nad nią w większości z mężczyznami. Opowiada piosenkami o rozterkach i sytuacji dojrzałej kobiety. Ma lekko „oldskulowy” charakter, ale jest nowocześnie wyprodukowana, w stylu modern vintage. Nie szkodzi zdrowiu – podobnie jak joga (śmiech). Każda płyta, czy każde dzieło artysty jest wyjątkowe z zasady. Tak się mówi – to rodzaj branżowego zaklęcia. Ocenicie państwo to sami.

BR: Czy już wkrótce usłyszymy o równie wyjątkowych Pani nowych projektach?

AJ: Obiecuję (śmiech), ale nie uchylę rąbka tajemnicy.  Pomysł, koncept jest teraz najbardziej pożądanym towarem i nie chciałabym aby ktoś moje pomysły sobie przywłaszczył. Na pewno nagram jeszcze niejedną płytę i napisze niejedną książkę – ale nie kucharską.

BR: A propos kuchni… Kobiety są mistrzyniami podejmowania nowych wyzwań. Oprócz muzyki rewelacyjnie spełnia się Pani w roli… blogerki kulinarnej. Prowadzi pani bloga kulinarnego, w którym zachęca do zdrowego odżywiania.  Skąd taki pomysł? I… jak na co dzień odżywia się zabiega Anna Jurksztowicz?

AJ: Pomysły na zdrowe odżywianie miewam od 15 roku życia. Mam taką fizjonomię, która łatwo reaguję na obżarstwo i kulinarną bylejakość (śmiech). Zatem poszukiwałam zawsze zdrowych diet i produktów. Współczesna żywność bywa żywnością tylko z nazwy. Faszeruje się nas tandetnymi jakościowo produktami, za to estetycznie podanymi, opakowanymi i promowanymi.  Do takich produktów podchodzę nie tylko sceptycznie, ale bardzo cynicznie. Kupuję zdrowe produkty od sprawdzonych dostawców. Przyrządzam je sama.

BR: Skąd bierze pani pomysły na przepisy? Który Pani autorskie przepisy są dla znajomych wyjątkowe i proszą o ich realizację przy okazji różnych spotkań?

AJ: Przepisy jak i pomysły biorę zwykle z głowy (śmiech). Oczywiście z obserwacji też, zwłaszcza podczas moich licznych podróży, które zawsze mają jakiś aspekt kulinarny. Mam takich kilka potraw sztandarowych np. szutrut czyli ryba z podgrzaną kiszoną kapustę, śledzie po Jurksztowiczowsku, małże na różne sposoby itp.

BR: Co dla Pani znaczy powiedzenie: zdrowo się odżywiam? Co tu dużo mówić, niektórym Polakom nadal to hasło kojarzy się z sałatą na śniadanie, obiad i kolację… A chyba nie o to chodzi, prawda?

AJ: Zdrowo można się odżywiać tylko wtedy, gdy ma się świadomość swojego ciała i jego różnych skłonności oraz potencji. Nie ma uniwersalnych diet, podobnie jak nie ma jednoznaczności w życiu człowieka. Dieta powinna być ściśle spersonalizowana. Pewnie zauważyliście państwo, że ograniczenie ilości spożywanego jedzenie nie zawsze wpływa na spadek masy ciała i poprawę samopoczucia. Zależy do czego ograniczyliśmy naszą konsumpcje i jaka jest jakość potraw.

BR: Pani Aniu, zwiedziła pani niemal całą kulę ziemską. Mieszkała Pani dość długo w Stanach Zjednoczonych, ostatecznie wybór padł na Polskę. Ale gdyby dziś znów miała Pani spakować walizki – w którym kraju chciałaby Pani zatrzymać się na dłużej i dlaczego?

AJ: Wybór padłby na Polskę. Mamy tu najpiękniejsze pejzaże i fajnych ludzi. Wprawdzie nie potrafimy tego jeszcze dobrze wykorzystać, ale jest ogromny potencjał. Nie oszukujmy się, aby zasymilować się w obcym kraju trzeba kilka pokoleń. Chociaż znam 5 języków, to myślę i śpiewam głównie po polsku.

Fot. AKPA

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *